|
Ola Kwasniewska
samo o sobie:
Przygodę z tańcem rozpoczęłam za pacholęcia, w wieku lat siedmiu,
kursem tańca towarzyskiego, który po roku zaowocował mym pierwszym
występem publicznym (dla rodziców..), kiedy to tańcząc z pewnym
rudzielcem, najmniejszym chłopcem w grupie (ale to nic, bo ja byłam
najmniejszą w grupie dziewczynką) straciłam w trakcie tańca buta
(skutek „skrobnięcia marchewki”) i trauma tego zdarzenia zniechęciła
mnie do dalszej kariery tanecznej. Wielki powrót nastąpił w związku z
tym dopiero za dojrzałości, gdy po maturze rozpoczęłam naukę tańca
funky pod okiem międzynarodowego autorytetu w tej dziedzinie -
Alassana Wata. Romans z funky trwał lat sześć i wszelki sentyment
pozwala mi sądzić, że gorzałby do dziś, gdyby na horyzoncie nie
pojawiła się salsa (trzy wykrzykniki i parę grzmotów). Wydarzenie to
miało miejsce w 2003 roku, po powrocie z Sycylii, na której to po raz
pierwszy zaznałam w nogach latynoskich rytmów. Wówczas na fali
powakacyjnego uniesienia, zapisałam się na kursy do niemal każdej
warszawskiej szkoły salsy, a najdłużej miejsca zagrzałam w Salsa Libre,
gdzie przeszłam wszystkie możliwe poziomy, aż zaliczając po raz
czwarty poziom zaawansowany, zostałam zaproszona przez Basię i Słonia
do współpracy w Latin Groove. Ponieważ jestem nieprawdopodobnie wręcz
fajna i ambitna, doskonaliłam swe umiejętności na rozlicznych
warsztatach z zagranicznymi salsowymi znakomitościami, a nawet
odwiedzając wakacyjnie mą drogą przyjaciółkę Katarzynę D. podczas jej
stypendium w Granadzie, dzieliłam czas (z trudem) pomiędzy plażę,
wycieczki krajoznawcze i intensywny kurs salsy, po którym pozostało mi
podszyte adrenaliną zamiłowanie do akrobacji i blizna na prawej ręce.
Jeśli chodzi o bonusy, to posiadłam niezwykłą umiejętność formułowania
niekończących się wypowiedzi. Ponadto lubuję się w językach, w tym w
polszczyźnie, a moje ulubione słowa to „najsampierw” i „wszakże”.
/latingroove.pl |

kliknij aby powiększyć |